sobota, 9 stycznia 2010

Próba samobójcza

Dzisiaj w trakcie zajęć kolega wyszedł z sali po czym mówi, że ktoś chce skoczyć z budynku. Jeden koleś chciał popełnić samobójstwo skacząc z ostatniego piętra (bodajże 11). Wszedł za balustradę balkonu i siedział tam jakiś czas ale chyba nie do końca był przekonany o słuszności swojej decyzji bo grzecznie poczekał aż zjawiła się straż pożarna (napompowali balon pod nim na wszelki wypadek) i ściągnęła go siłą.
Budynek ten słynie z samobójców, podobno już 7 osób odebrało sobie tam życie. Kolega mówił, że samobójstwa są bardzo popularne na Tajwanie.

A tak z nie samobójczych nowości to przebookowałem bilet powrotny do Polski wraz z postojem w Hong Kongu na 4 dni w lipcu. Yeah, w końcu zobaczę to magiczne miasto.
Semestr prawie skończony, sporo osób wraca do swoich krajów więc zaczyna się sezon imprez porzegnalnych. Jak ja nie lubie kaców....

środa, 6 stycznia 2010

Święta święta i po świętach...

Tak jak w tytule. W końcu mam chwile, żeby napisać o nowościach. Tak więc już w zeszłą środę pojechałem do Taipei razem z dwoma polskimi znajomymi z Kaohsiung. Zostaliśmy na chacie u Kasi i Johna(jej chłopak Tajwańczyk) aż do niedzieli. Uwielbiam ich, mają u siebie niesamowitą atmosferę, tak jakby jechało się do ulubionej rodzinki. W środę poszliśmy do klubu Wax, tego dnia jest tam wai guo ren night (noc da obcokrajowców) tak więc każdy nie-Tajwańczyk płaci tylko ok. 30zł i pije ile wlezie :) Wieczór był bardzo udany choć zaowocował przywitaniem ostatniego dnia 2009 roku lekkim kacem :P Tak więc w czwartek śniadanie w Macu, po czym łóżko do 18stej. Wieczorem poszliśmy z cała nasza ekipa na kolacje w restauracji specjalizującej się serwowaniem owoców morza. Wyżerka była okrutna, nie sposób było zjeść wszystkiego. Do tego piwo lało się non-stop no i można było także palić. Było przegrubo. Tutaj fotka naszego stołu.



Na zdjęciu występują: krewetki, pikantna sałatka ze skóry ryb (świetna), jakaś tam sałatka z czegoś tam, grilowany łosoś w sosie sezamowym (mistrz świata), 3 rodzaje mięsa (z czego jeden przegenialny), sashimi (czyli surowe kawałki ryby - mógłbym tylko to jeść codziennie), kolejna sałatka z czegoś tam, smażony ryż no i w środku zupa miso z kawałkami łososia (chyba najlepsze miso jakie w życiu piłem).

Po kolacji wytoczyliśmy się na miasto w kierunku Taipei 101. Kolega Johna ostrzegł nas żeby nie wysiadać z MRT na stacji pod 101 bo może się nam to po prostu nie udać. Jest tam taka masa ludzi, że przed północą nie da się wyjść ze stacji i można tam utkwić aż do nowego roku. W MRT tłok był niesamowity, wysiedliśmy stację wcześniej by przejść piechotą na jakąś fajną miejscówkę do oglądania fajerwerków. Na ulicy tłok nie mniejszy niż w MRT. Po jakimś czasie znaleźliśmy dla siebie miejsce. Wiele ulic pod Taipei 101 zostało zamkniętych około godziny 23 i mówiąc pod Taipei 101 mam na myśli promień o długości jakiegoś kilometra. W życiu nie widziałem tylu ludzi co tego wieczoru, zjawiło się ponad milion widzów, szerokie ulice całe zapchane jak okiem sięgnąć, myślę, że był to widok równie niesamowity jak same sztuczne ognie. Tak więc wybiła 12 wypiliśmy po piwku, obejrzeliśmy fajerwerki które były dość krótkie ale i tak świetne. Po 12stej MRT już nie działa więc czekał nas prawie półgodzinny spacer do domu. Tutaj filmik z pokazu:

Taipei 101 Fireworks

Pierwszy dzień nowego roku spędziliśmy cały w domu oglądając filmy i popijając piwka (oczywiście nie odbyło się bez śniadania w Macu które to stało się taką małą tradycją którą powtarzaliśmy przez całe 4 dni naszego pobytu w Taipei :P ). Ta beztroska atmosfera wraz z migotaniem lampek na choince zakupionej przez Johna i Kasię sprawiła, że pierwszy raz na Tajwanie poczułem klimat świąt. Było błogo. Do tego John przygotował hot pot wieczorem, żyć nie umierać. A w sobotni wieczór wraz z Kasią pojechaliśmy na jej występ w Tajwańskiej telewizji zakupowej (taki kanał tele mango 24h na dobę). Fajnie było wejść na zaplecza budynku telewizji i zobaczyć to od kuchni. Panie z programu tak się ucieszyły na widok dwóch kolejnych białych, że nawet pokazano nas na antenie przez jakieś 5 sekund :P Zawsze jakiś start w Tajwański show biznes :P No i nie wierzcie nigdy reklamie, ściema na ściemie ściemę pogania...
Teraz jestem w trakcie końcowych egzaminów a 21ego wylot na Filipiny. Hostele już zarezerwowane także teraz tylko witaj rajska przygodo :)
Do przeczytania.

środa, 23 grudnia 2009

Weekend w Kaohsiung

Ostatnio nie mogłem się zebrać żeby napisać coś na blogu ale w końcu to nadrabiam.
Miniony weekend spędziłem w Kaohsiung wraz z paroma studentami z wymiany w ramach programu "Kamil przedstawia innym jego ulubione miasto na Tajwanie" :) Było bardzo sympatycznie choć zimno jak cholera, pierwsza zima uderzyła. Co prawda nie taka polska zima -15 tylko tajwańska +10 ale i tak było zimno. Szczególnie gdy jedzie się na skuterze 50km/h w samej bluzie, brrr. W piątek poszedłem do kina 3D na Avatara i trochę się zawiodłem, poza efektami film słaby. W sobotę uderzyło drugie dla mnie trzęsienie ziemi z prawdziwego zdarzenia, 6.8 stopnia w epicentrum mocno zatrzęsło całą wyspą. Jeden zawalony budynek paru rannych i jedna ofiara śmiertelna. Byliśmy akurat na ulicy więc strasznie nie było ale ludzie którzy byli w budynkach na wyższych piętrach mieli niezłego stracha. W niedziele poszliśmy na małpia górę i oczywiście jeden z naszych przodków skroił mi napój...

W końcu dostałem oficjalną wiadomość z uni, przedłużyli mi stypendium na drugi semestr, hurraa! :)

Dzisiaj poszedłem na lunch z dziewczyną która była mi przypisana do pomocy (każdy student z wymiany dostaje jedną osobę która ma mu tu pomagać itd.) Było to dopiero moje drugie spotkanie z nią. Wcześniej widzieliśmy się tylko raz zaraz po moim przyjeździe do Taichungu. Była okazja poćwiczyć trochę chiński no i dostałem od niej i jej koleżanki upominek świąteczny wraz z kartka z życzeniami. Aż mi się głupio zrobiło bo sam nic dla nich nie miałem. Naprawdę miły gest.
Jutro znowu jadę do Kaohsiung i zostanę tam aż do niedzieli.
Do przeczytania.

wtorek, 15 grudnia 2009

Służba zdrowa na Tajwanie

Jako, że ostatnio zmuszony byłem zawitać parę razy w budynku przychodni to pomyślałem sobie, że trzeba by coś tu wrzucić o tajwańskiej służbie zdrowia. Wypad do przychodni wygląda mniej więcej tak: wchodzę do budynku, podbijam do lady, szybko tłumaczę, że jestem studentem z wymiany i chce do lekarza. Po angielsku zazwyczaj za dobrze nie działa wiec kaleczę po chińsku. Pani odbiera legitymacje szkolna wraz z formularzem z firmy ubezpieczeniowej i po minucie daje mi karteczkę z numerem pokoju i numerem moim. Pokoje wizyt są jakieś 5m od recepcji a czekanie na swoją kolej zazwyczaj trwa nie dłużej niż 5-10 minut. Żadnej wcześniejszej rezerwacji, śpieszenia się żeby być pierwszy w przychodni itd. Przychodzisz kiedy chcesz i wszystko załatwiasz na miejscu w tempie ekspresowym. Kolejne zaskoczenie to to, że każdy lekarz mówi tu po angielsku. Uczą się na studiach z anglojęzycznych książek więc można się dogadać. Problem tkwi w tym, że choć mają oni wielki zasób fachowego słownictwa medycznego to z trudem przychodzi im wypowiedzenie płynnego zdania czy przetłumaczenie medycznego sformułowania na język przeciętnego ziemianina. Każda wizyta wygląda dość podobnie, "hello, skąd jesteś, co robisz na Tajwanie" itd. Po krótkiej rozgrzewce pada pytanie co mi dolega i tu ciekawostka. Tajwańscy lekarze najwyraźniej inspirują się filozofią dr Housa i stawiają diagnozę wykorzystując maksimum 2-3 pytania do pacjenta. Chciałoby się coś opowiedzieć lekarzowi, pomóc mu własnymi spostrzeżeniami ale nic z tego - diagnoza od ręki. Taki też jeden dialog ciekawy mi się przytrafił:

Dr: Czy chciałby pan zastrzyk?
Ja: Eee, no nie wiem chyba tak...(?)
Dr: Hmm jak pan chce to możemy zrobić ale wydaję mi się, że nie trzeba... To chce pan ten zastrzyk?
Ja: No jak ma być to pomocne to raczej chce...
Dr: Hm... Ale mi się jednak wydaję, że nie trzeba, przepisze panu tylko lekarstwa.

Anyway, po wyjściu z pokoju od razu wracamy z listą lekarstw przepisanych od lekarza do tej samej pani u której się rejestrowaliśmy. Ona podaje nam sumę do zapłaty, płacimy po czym odbieramy leki z okienka obok. Bardzo to wygodne i szybkie no i leki się nie marnują bo dostajemy tylko tyle ile nam potrzeba.
Mimo wszystko mieszane uczucia mam co do tutejszej służby zdrowia...

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Oh Yeah!

I znów powrót do akademika sporo po północy, tym razem potyczki w CS’a. Jakoś moda wśród nas nastała na chodzenie do kafejki i granie w countera. No ale co sie dziwić jak za 5 zł można sobie przez 4h pograć ze znajomymi. W każdym razie ja tu nie o tym chciałem. Wczoraj byłem na koncercie Lu Guang Zhonga, udał mu się świetnie choć ja nie bawiłem się aż tak dobrze jak reszta fanów. Pewnie dlatego, że po prostu go lubie a nie ubóstwiam tak jak choćby Tommiego Emmanuela na którego koncercie byłem w ciągłym stanie ekstazy :). Trzeba pogratulować ekipie organizacyjnej bo pod względem technicznym nic się nie dało zarzucić, naprawdę koncert z pompą. No i dostaliśmy z Cindy po plakacie i kalendarzu za wcześnie kupione bilety, miły upominek.

Tak poza tym to pod namową Rosjanek zmieniłem feriowe plany z Hong Kongu na Filipiny. Jakoś wydaje się to lepszym wyborem, oby wszystko wyszło. Z kasa krucho jak zawsze więc trzeba będzie mocno przycisnąć pasa na te święta...

Hana, koleżanka z Czech zrobiła kolejny po Kenting montaż z wycieczki do Hualien. Ofcoz jest genialny :) Może uda mi sie go jakoś zupdatować na bloga. Stay tuned.

czwartek, 10 grudnia 2009

Święta coraz bliżej...

Niby święta coraz bliżej ale na Tajwanie ich jakoś nie czuć. Co prawda tu i tam porozstawiali choinki i ozdóbki, panie w sklepach noszą czerwone czapki mikołaja itd. ale klimatu świąt w ogóle tu nie ma. No ale jak tu poczuć świąteczny klimat gdy za oknem w koło zielono, słońce świeci, 25 stopni... Kocham tajwańską zimę :D
Wczoraj wybrałem się na zakupy, paczka prezentów już zmierza do Polski.
Poprzedni weekend spędziliśmy w Hualien i był to zdecydowanie najlepszy wyjazd jaki tu zrobiliśmy. Jak tylko pozbieram od ludzi zdjęcia to napisze relacje. Na dniach możecie się także spodziewać relacji z wycieczki do Kenting.
A pod koniec miesiąca dostane długo wyczekiwany aparat fotograficzny, w końcu! Szykujcie się na gruby upload zdjęć, tym bardziej, że po nowym roku planuje wybrać się na parę dni do Hong Kongu.
W sobotę na mój uniwersytet przyjeżdża Lu Guang Zhong dać koncert. Jako, że naprawdę lubię jego muzyke, gość ma talent, to bilet już dawno kupiony. Tu jedna z jego piosenek:

Lu Guang Zhong - Oh Yeah

poniedziałek, 23 listopada 2009

Sun Moon Lake

Ok w końcu zebrałem się żeby napisać coś na blogu. Dostałem parę skarg za lenistwo w pisaniu wiec postaram się teraz to nadrobić. Mam nadzieję, że jeszcze to ktoś czyta :)

Zacznę od krótkiej relacji z pierwszego integracyjnego wyjazdu naszej grupy exchange studentów. Było to jakoś pod koniec września, wybraliśmy się na weekend do najsławniejszego jeziora na Tajwanie - Sun Moon Lake. Data wyjazdu nie była przypadkowa ponieważ podczas weekendu w którym tam wyruszyliśmy odbywał się największy event pływacki na świecie. Wzięło w nim udział 25,888 osób (w tym Crono i Martin :) pobijając tym samym światowy rekord. Przez cała niedzielę można było obserwować sznur pływaków ciągnący się przez całą długość jeziora. Dystans do przepłynięcia wynosił 3,300 metrów a pokonanie go zajmowało około dwóch godzin. Aby wziąć udział w tym przedsięwzięciu trzeba było wydać około 100zł jednak słowiańską tradycją chłopaki wbili się na krzywy ryj zaliczając wszystko za frajer :P

Poza tym wycieczkowy standard, trochę zwiedzania, trochę picia i kupa dobrej zabawy. Spanie pod namiotami dało radę choć 5 osób w naszym małym, pseudo 4-osobowym namiocie nie należało do najwygodniejszych przeżyć :P

Poniżej trochę fotek.



Jazda w autokarze przypominała wspaniałe czasy licealnych wycieczek :)



Rozkładanie namiotów było największym wyzwaniem wyprawy na szczęście dziewczyny elegancko to ogarnęły :)



Zwiedzanie malowniczej świątyni.



Uroczy koreańsko-japoński skład naszego namiotu :)



Tak to wyglądało w niedziele.



Widok na jezioro z naszego pola namiotowego.



I na koniec bardziej profesjonalna fota Sun Moon Lake skradziona z internetu :P