Na zdjęciu występują: krewetki, pikantna sałatka ze skóry ryb (świetna), jakaś tam sałatka z czegoś tam, grilowany łosoś w sosie sezamowym (mistrz świata), 3 rodzaje mięsa (z czego jeden przegenialny), sashimi (czyli surowe kawałki ryby - mógłbym tylko to jeść codziennie), kolejna sałatka z czegoś tam, smażony ryż no i w środku zupa miso z kawałkami łososia (chyba najlepsze miso jakie w życiu piłem).
Po kolacji wytoczyliśmy się na miasto w kierunku Taipei 101. Kolega Johna ostrzegł nas żeby nie wysiadać z MRT na stacji pod 101 bo może się nam to po prostu nie udać. Jest tam taka masa ludzi, że przed północą nie da się wyjść ze stacji i można tam utkwić aż do nowego roku. W MRT tłok był niesamowity, wysiedliśmy stację wcześniej by przejść piechotą na jakąś fajną miejscówkę do oglądania fajerwerków. Na ulicy tłok nie mniejszy niż w MRT. Po jakimś czasie znaleźliśmy dla siebie miejsce. Wiele ulic pod Taipei 101 zostało zamkniętych około godziny 23 i mówiąc pod Taipei 101 mam na myśli promień o długości jakiegoś kilometra. W życiu nie widziałem tylu ludzi co tego wieczoru, zjawiło się ponad milion widzów, szerokie ulice całe zapchane jak okiem sięgnąć, myślę, że był to widok równie niesamowity jak same sztuczne ognie. Tak więc wybiła 12 wypiliśmy po piwku, obejrzeliśmy fajerwerki które były dość krótkie ale i tak świetne. Po 12stej MRT już nie działa więc czekał nas prawie półgodzinny spacer do domu. Tutaj filmik z pokazu:
Taipei 101 Fireworks
Pierwszy dzień nowego roku spędziliśmy cały w domu oglądając filmy i popijając piwka (oczywiście nie odbyło się bez śniadania w Macu które to stało się taką małą tradycją którą powtarzaliśmy przez całe 4 dni naszego pobytu w Taipei :P ). Ta beztroska atmosfera wraz z migotaniem lampek na choince zakupionej przez Johna i Kasię sprawiła, że pierwszy raz na Tajwanie poczułem klimat świąt. Było błogo. Do tego John przygotował hot pot wieczorem, żyć nie umierać. A w sobotni wieczór wraz z Kasią pojechaliśmy na jej występ w Tajwańskiej telewizji zakupowej (taki kanał tele mango 24h na dobę). Fajnie było wejść na zaplecza budynku telewizji i zobaczyć to od kuchni. Panie z programu tak się ucieszyły na widok dwóch kolejnych białych, że nawet pokazano nas na antenie przez jakieś 5 sekund :P Zawsze jakiś start w Tajwański show biznes :P No i nie wierzcie nigdy reklamie, ściema na ściemie ściemę pogania...
Teraz jestem w trakcie końcowych egzaminów a 21ego wylot na Filipiny. Hostele już zarezerwowane także teraz tylko witaj rajska przygodo :)
Do przeczytania.
0 komentarze:
Prześlij komentarz